circus has come to town

11 Czer

Jeżeli w ciągu dwóch tygodni, na społecznościówkach robię non stop wrzuty jednej kapeli, jeśli katuję nią znajomych i sadystycznie pcham w uszy rodzinie, a po kilkunastu przesłuchaniach całego albumu wciąż mam ochotę na więcej, to zdecydowanie należy im się ode mnie notka. Tylko co z tego skoro sam nie wiem jak dobrze polecić wam Gentle Mystics? Mogę zapewnić, że czeka was wodewilowy freak show, z dęciakami, akordeonem i banjo, przetykany wszędobylską elektroniką, rapowaniem i seksownym kobiecym zawodzeniem, który za kilkanaście lat może przerodzić się w obłędną chrypkę.

Można by tak długo, ale chyba najlepiej zareklamowało się samo Gentle Mystics podczas jednego z wywiadów:

„If you’re into the sound of turbo folk, with a base face, riding the back of the lama on absynth, and you like getting your ears bashed, come and see the Gentle Mystics – you won’t regret it”

Nic tylko słuchać i pchać dalej, a może ktoś zaprosi ich do nas – choćby mieli wykonywać swoje kawałki paszczowo, albo grać na butelkach, to jedna z kapel na którą pójdę w ciemno. O:

Reklamy

Świat z liter

30 Maj

Wziąłem się ostatnio za czytanie The Unwritten. Ostrożnie, bo Carey podpadł mi trochę ostatnimi tomami Felixa Castora, ale po kilku zeszytach całkiem przyjemnie zassało, więc mam nadzieję, że cykl nie zostanie zbytnio rozcieńczony. W skrócie i bez większych spoilerów – Unwritten to opowieść o wpływie wyobraźni na rzeczywistość. Główne skrzypce gra tu słowo pisane, którego wpływ jest wykorzystywany przez tajne organizacje do sprawowania władzy nad światem, a cała akcja krąży wokół Toma Taylora, który wzorem młodego Christophera Milne, musi zmagać się z piętnem fikcyjnej postaci stworzonej na swoje podobieństwo.

Carey podaje całość mocno podlaną urban fantasy, a dzięki przyjętemu założeniu, może zgrabnie bawić się cytatami z literatury i filmów (Rudy Kipling jako agent  illuminatów FTW!) na szczęście zgrabnie równoważy wady wałkowanego do znudzenia gatunku łamiąc przetarte schematy zachowań postaci. I wszystko byłoby pięknie i ładnie, polecałbym bez zająknięcia, jest tylko jeden problem;

Ten pomysł, w tym medium, był już pokazywany i zostało to zrobione o wiele lepiej. Po pierwsze Invisibles Granta Morrisona, z podobną konwencją, ale zdecydowanie lepiej zrealizowane.

Invisibles

Po drugie Promethea Alana Moore’a, którą będę chwalił i polecał na każdym kroku. Problem z tymi dwoma komiksami jest taki, że w dużej mierze stanowią credo ich twórców, a to niekoniecznie każdemu podpasuje. Za to obie wywracają znany świat do góry nogami zapowiadając apokalipsę, po której nastanie już tylko pięknoidobro.

Promethea

Jeśli czytaliście już dwa powyższe, a macie ochotę na bardziej rozcieńczoną wersję podobnego pomysłu, bierzcie The Unwritten – to bardzo miłe czytadło. Jeśli jednak nie mieliście wcześniej przyjemności z Invisibles lub Prometheą, to polecam jednak zacząć od nich – są totalnie zajebiste.

Cierpliwość

8 Maj

Zawsze byłem niecierpliwym dzieckiem – kiedy na coś się już nastawiłem, to zaczynałem liczyć minuty i sekundy. Nienawidziłem każdej chwili, która nie była tą wyczekiwaną, a najgorszym koszmarem było opóźnienie. Potrafiłem kilka razy dziennie zaglądać do kiosku w poszukiwaniu najnowszego komiksu. Wydzwaniałem na pocztę, żeby dowiedzieć się, czy nie ma już przesyłki dla mnie. Kiedy ktoś miał wypożyczoną książkę, na którą czekałem, bibliotekarki już po pierwszym zapytaniu wiedziały, że nie dam im spokoju, dopóki książka do mnie nie trafi; kiedyś przez miesiąc chodziłem za Zewem Cthulhu, aż w końcu jakaś zaszczuta pracownica sprawdziła, że rzeczywiście, książka jeszcze nie została oddana, z tym że została wypożyczona dziesięć lat wcześniej. Dla własnego dobra musiałem nauczyć się cierpliwości.

Cierpliwość to śmierć ciekawości – rezygnacja z oczekiwania. Rezygnacja z emocji. To pogodzenie się z myślą, że rzecz na którą czekasz jest tylko tym – rzeczą. Używką, którą można zastąpić inną używką. Cierpliwość, to omijanie hajpów, trailerów i zapowiedzi, to jebitny meh wymierzony w przyszłość.

Cierpliwi ludzie cieszą się tym co mają, a na co nie czekali, wiec cieszą się umiarkowanie wszystkim na co trafią.

Pierdolę cierpliwość i zaczynam odliczanie.

7

Cuda

29 Kwi

panie w tych Katowicach, cuda! Wystarczy wybrać się na przechadzkę z młodym autorem śląskiej erotyki fantasy i jego żoną, a rychło trafi się na koparki i spychacze w różowym, szydełkowanym camo, kobiecą mafię koników (nawet do trzech na jednym parkingu) oraz syntetycznych poetów, prezentujących karate solo i rzut komórką o ziemię.

Można też posłuchać muzyki:

Po raz kolejny przekonuję się, że nic nie wiem o swoich własnych gustach – dotychczas ostro twierdziłem, że nie bierze mnie nic, w czym pianino gra pierwsze skrzypce, tymczasem Neil Cowley od kilku dni skutecznie wygrywa walkę o czas antenowy w samochodowej plejerce. Koncert wypadł cudnie, tym bardziej, że jak na muzykę instrumentalną, kapela robi na scenie bardzo przyjemny żywioł. No i jest to chyba jeden z nielicznych zespołów z T-rexem na fortepianie.

Po Cowleyu przenieśliśmy się ulicę dalej, na koncert Polar Bear. Ze sceny łypało na nas groźnie kilku panów, którzy nie szukali zbytnio kontaktu z publicznością, prawdopodobnie z tych samych powodów, z których pluton egzekucyjny nie stara się bratać ze skazańcami. Dla odwrócenia uwagi za perkusją zasiadł człowiek, który mógł być Michaelem Jacksonem (choć niekoniecznie), mógł też być postacią z Szepczącego w Ciemności Lovecrafta – nie zdziwiłbym się, gdyby w którymś momencie spadła maska i okazałoby się, że na perkusji gra pojemnik z mózgiem napędzany czarną magią grzybów z Yuggoth. Warto też nadmienić, że na przeszkadzajkach (solo na balonie FTW!) grał człowiek który mógł być Edwardem Nortonem (choć niekoniecznie).

prawie ukryty za prawą kolumną - człowiek, który mógł być Michaelem Jacksonem. Zupełnie ukryty za prawą kolumną - człowiek, który mógł być Edwardem Nortonem

Polar Bear zagrał wszystko – totalnie zmiażdżył noisem, zwodził melodiami, tylko po to, żeby za chwilę dobić psychodelią. Nic nie nagrałem, bo bałem się trzymać zbyt długo wyciągniętą komórkę. Udawałem martwego – podobno niedźwiedzie nie tykają padliny.

a jutro na Portico Quartet!

 

miało

22 Kwi

być długo, z backgroundem, z achami i ochami, ale minęły dwa tygodnie, a ja dalej nie czuję się na siłach żeby skrobać coś dłuższego. Dwa tygodnie od świąt, w trakcie których miałem okazję pobawić się trochę nową zabawką z ekranem dotykowym o przekątnej większej niż trzy cale, i…

powiem tylko tyle – jeśli posiadacie sprzęt z androidem lub z jabłkiem, ps3 lub xboxa, to te dwa symulatory pinballa to jazda obowiązkowa:

Zen Pinball dla osób którym nie przeszkadza odrobina magii, niedostępnej na prawdziwych stołach:

Pinball Arcade, który symuluje cztery prawdziwe maszyny z lat 80-00

Piękno i dobro, tym bardziej, że cena tabletu/konsoli jest wciąż dużo niższa niż cena prawdziwego pinballa

Zmiana czasu

25 Mar

z zimowego na letni pozbawi nas jednej godziny. Ale nie ma co płakać nad 60 minutami – w 15 minut można nadrobić kilkaset (o ile nie więcej) filmów: akcja, horror, s-f, fantasy, komedie, a wszystko to zmontowane w takt dubstepowych połamańców.

Minister zdrowia ostrzega! stosowanie używek po każdym rozpoznanym filmie grozi śmiercią, lub trwałym kalectwem!

Przy okazji

17 Mar

urodzin Williama Gibsona, położę tu fragment Hardware, bo właśnie z obejrzeniem tego filmu kojarzę początki swojego zainteresowania Cyberpunkiem.

Przyznajcie sami, Terminator to była miękka klucha w porównaniu z M.A.R.K.iem 13