Archiwum | unplugged RSS feed for this section

a mury runą

8 Gru

gówno prawda, nie runą – zamek jest cały i zdrowy. Ponieważ chyba jednak zdąży się zakurzyć, a wszystkie podane pod ostatnią notką terminy minęły, pozwoliłem sobie zakończyć konkurs szybkim losowaniem na random.org

Lista wszystkich zawodników została wielkim nakładem pracy wprowadzona do pliku tekstowego według kolejności zgłoszeń. Następnie olbrzymim wysiłkiem wygenerowałem (kłamię – skrypt mi wygenerował) losową liczbę z zakresu 1-3. Na dowód, że nie klikałem jak opętany w „generuj” macie jedynie moje słowo (słowo). A oto zwycięzca:

Zrzut ekranu 2012-12-8 o 11.46.52

 

Fanfary i gratulacje. poooq’a uprasza się o podesłanie adresu (najlepiej na maila – zara2stra na gmailu) a ja postaram się w przyszłym tygodniu ruszyć tyłek na pocztę i wysłać karty do Fight Clubu

Reklamy

Project Mayhem

23 Wrz

Stało się – zabrałem się w końcu za robienie swojej własnej planszówki. Od jakiegoś czasu krążyło mi po głowie, że fajnie byłoby zagrać w coś opartego o Fight Club, gdzie gracze walczą o kontrolę nad jednym pionem, ale nigdy nie miałem na tyle samozaparcia, żeby siąść i popracować nad czymś konkretnym. W końcu przyszedł czas planszówkowej posuchy, a brak nowych zakupów podziałał na mnie motywująco – i proszę. Jest już coś, w co można z przyjemnością zagrać – jest jeszcze kilka kwestii, które będę musiał zbalansować, ale do tego potrzebuję więcej testów. Ponieważ jak już się na coś nastawię, to nie lubię, żeby pomysły zdychały mi zbyt długo noszone w głowie, więc zabrałem się za karty.

Zanim przejdę do prośby, kilka słów o zasadach. Pierwsza zasada gry w Fight Club: Project Mayhem to nie rozmawiamy o grze   gramy do 10 punktów zwycięstwa. Każdy z graczy wykonuje naprzemiennie 1 akcję, a po czterech akcjach liczniki na wyłożonych kartach zadań maleją o 1. Jeśli licznik na zadaniu spadnie do zera, to sprawdzamy czy komuś udało się zdobyć przewagę na którymś zadaniu. Jeśli jest przewaga, to zwycięzca płaci koszt zadania i zdobywa od 1-3 punktów zwycięstwa. Jako akcję możemy zagrywać karty, wysyłać swoich ludzi na wyłożone zadania, walczyć o kontrolę nad postacią (Jack/Tyler), czyli ogólnie rozrabiać.

Teraz prośba: jeśli ktoś ma jakieś ulubione cytaty z filmu/książki, które nadawałyby się na tytuły kart/cytaty pod tekstem to dajcie znać w komentarzach – będzie łatwiej i szybciej.

Jeszcze jedno: gra, podobnie jak The Thing będzie dostępna do ściągnięcia (gratis) i wydrukowania (tu już każdy sobie).

Gry dla prawdziwych twardzieli

26 Sty

W pytaniu z poprzedniej notki chodziło o maszynę pinballową Heat Wave – to staruszek typu EM (electro mechanic) wyprodukowany przez Williamsa. Ich produkcję zakończono pod koniec lat 70, kiedy pod maskami stołów coraz częściej można było znaleźć elektronikę. Typ łatwo rozpoznać po szpulach punktacyjnych – w nowszych maszynach zostały zastąpione przez wyświetlacze. Knifem jest to, że punkty resetowały się w nich do zera, dopiero po uruchomieniu nowej gry – po zakończonej rozgrywce powinien być cały czas widoczny poprzedni wynik. W ciągu całego filmu dobrze widać punktację:

fan-terlika podał poprawną odpowiedź i zgarnia karty. Gratuluję!

Przy okazji konkursu, wynorałem też kilka ciekawostek, które rzucają więcej światła na to, co twardziele z amerykańskich stacji badawczych robią pomiędzy zabijaniem agresywnych kosmitów a graniem w bilard i pokera. Maszynę do Asteroids Deluxe! widać dość dobrze podczas każdej wizyty w Rec Roomie. Za to dość dobrze ukryte jest Atari:

Jest też dużo modeli do sklejania i puzzli (a te, jak wiemy, potrafią zająć duuuużo czasu). Same skarby zawiera też półka z planszówkami:

Szachy i Backgammon to pewien standard, którego nie powinno zabraknąć u szanującego się twardziela – jedziemy dalej;

Easy Money – klon Monopolu Norris i Bennings z pewnością zagrywali się w to wieczorami.

Numbers Up (lewy, dolny róg) – coś w sam raz dla Blaira.

Gribbit – jestem pewien, że Palmer uwielbiał te wirujące wskazówki

No i jest też Stay Alive:

Windows przegrał w tę grę z kretesem.

Może podgrzejemy trochę atmosferę?

25 Sty

Niewielka aktualizacja Coś’owych spraw, dla osób, które nie śledzą wątków na BGG i GP: jest dodatek.

Things zwiększa ilość graczy (nawet do 6), a także dodaje kolejne karty i nową możliwość zwycięstwa dla Cosia. Jedyne co planuję jeszcze zrobić, to podrasować lekko żetony postaci (przynajmniej w kwestii ich wykonania), być może zrobię również odpowiednie pudełko, ale tym zanudzać was już nie będę – w razie czego puszczę linka w powyższych wątkach.

Ja wydrukowałem sobie z tej okazji kopię gry pozbawioną przesunięcia (fotka), dzięki czemu mam jeden dodatkowy zestaw kart z podstawki. Pora więc zacząć rozdawnictwo!

Skoro to gra o filmie, porozmawiajmy o grach z filmu. Osoba, która wskaże (i wytłumaczy czemu), w którą z dostępnych w pokoju rekreacyjnym gier, pracownicy placówki badawczej #31 najprawdopodobniej nie grali, dostanie podstawkę  The Thing na własność.

o fajnych grach

8 Sty

zajęty człowiek dowiaduje się ostatni. Nie śledzę już BGG z taką intensywnością jak kiedyś. Od czasu do czasu wpadam i przeglądam popularne posty i nieznane tytuły z gorącej listy, ale planszówki stały się dla mnie ostatnio kolejnym tematem, który poznaję przez znajomych i rebelowego erssa.

The Thing znalazłem, trafiając przypadkiem na listę laureatów nagrody roku 2011. Kategoria print and play – coś zdecydowanie dla mnie, bo uwielbiam ręczne dłubaniny. Niestety okazuje się, że autor jedynie wrzucił karty na serwis ArtsCow, dzięki któremu możemy zlecić wydrukowanie kart i otrzymać je, z większym, lub mniejszym rabatem na wysyłkę. Karty trafiły w końcu na BGG w formie pdfa, ale wydrukowanie tego tak jak lubię (czyli w dupleksie) wymaga zrobienia całego pliku od nowa. Cóż, jak robić od nowa, to można by też podrasować karty i przetłumaczyć. True?

Dwa tygodnie później jestem bogatszy o kilkukrotne obejrzenie oryginalnego Thinga (klatka po klatce),  i plik z polską wersją podstawki. Jeśli ktoś zna jakiś sposób na spieniężenie znajomości horroru z 1982 roku, to bardzo proszę o kontakt – będę mógł udowodnić żonie, że wiedza o tym, w której scenie Kurt Russel ubiera rękawiczki patrząc się z byka w kamerę, może się jednak na coś przydać. Na chwilę obecną mogę powiedzieć tylko:

Tymczasem zapraszam do zassania pdfów z kartami – The Thing to bardzo zacna gra, idąca łeb w łeb z wydarzeniami z filmu; Sprawdzamy bazę Norwegów, oglądamy rozbity spodek, zamykamy podejrzanych w szopie z narzędziami i walczymy z Cosiem. Jest paranoja, jest blef, jest dobrze. Jak tylko się ogarnę i nadrobię zaległości filmowo-serialowe, dokończę dodatek Things (dla 5-6 graczy) i angielską wersję kart. Prawdopodobnie nastąpi to jeszcze przed 28.01 – czyli datą festiwalu planszówkowego w Brzegu, gdzie zapraszam wszystkich chętnych na spróbowanie swych sił w walce z kosmitą, lub pechowymi pracownikami placówki badawczej #31.

Wielkie potwory niszczą miasta

4 Gru

znowu. Mnie wróciły ostatnio potworne klimaty za sprawą dwóch gier; Pierwsza z nich, to Monsters Ate my Condo, chwiler na przenośne sprzęty apple’a, wyprodukowany dla Adult Swim. Sama zabawa jest banalnie prosta: wyciągasz kolorowe piętra wieżowca i karmisz nimi odpowiednie potwory, starając się jednocześnie tworzyć kolorystyczne zestawy pięter. Proste i wciągające. To, co najbardziej urzeka, to prezentacja: piksele, muzyka i potwory są prześliczne (żółty pies w słoiku rządzi!)

Druga gra, to planszowe King of Tokyo Richarda Garfielda (tak, to ten gość od M:tG i Robo Rally), które ma to wszystko, czego w nowoczesnych grach planszowych być nie powinno: nadmierną losowość, eliminację graczy, kingmaking, efekt kuli śnieżnej, i tony negatywnej interakcji. Wszystko to uchodzi grze na sucho, bo jest krótka, śmieszna i pozwala wydawać tryumfalne okrzyki przy wyjątkowo dobrych rzutach. Tu mamy już bardziej standardowe potwory, za to wszystko podane jest w zajebistym, komiksowym sosie

 

Nie pozostaje nic innego, jak grać, miażdżyć, łykać, chwytać, wspinać się i pożerać. Najlepiej przy tym:

Nałóg

14 Wrz

Są takie chwile w życiu człowieka, kiedy zaczyna się zastanawiać nad sobą. Nie chodzi mi tak na prawdę o własne osiągnięcia i niedociągnięcia, co o wstręt do nałogów, w które (nieo)patrznie wpadłem. Są używki, które z racji swej niskiej szkodliwości pominę (fags, fags, fags)[1], a zajmę się tu prawdziwym potworem.

Pozornie, Tichu to tylko zwykła gra karciana, której zasady, to mieszanina tysiąca, brydża i nasienia szatana. Instrukcja wspomina, że gra jest nie dość, że tradycyjna, to jeszcze chińska (już powinny zapalać się wszystkie lampki ostrzegawcze – altmedgame warning).  Ci którzy zawodowo mydlą nam oczy twierdzą, że gra powstała w 1991 roku. Oba powyższe stwierdzenia to parszywe kłamstwa. Tichu jest wymysłem samego diabła, a powstało zapewne w okolicach roku psa – 223.[2]

Wystarczy zebrać w jednym miejscu kilku graczy, aby ujrzeć zgubny wpływ jaki ta gra ma na ludzki umysł. Jeśli do grania zebrały się akurat cztery osoby, to wiadomo, że zaraz zaczną grać w Tichu. Nawet, jeśli na stole leży ledwo co kupiona planszówka, która zapowiadała się „takbardzodobrze”, to wszyscy spoglądają już tęsknie w stronę niewielkiego, czerwonego pudełeczka – z pewnością ktoś zaproponuje, żeby tylko szybką partyjkę, a potem coś innego (szybka partyjka kończy się o świcie, kiedy złe moce idą luli). Jeśli graczy jest więcej, to zawsze można wcisnąć Monopol, lub środki nasenne nadprogramowym, tak by czwórka uzależnionych mogła poświęcać się swoim mrocznym pasjom.

Istnieje osobny krąg piekielny, specjalnie dla graczy, którzy spotykają się w trójkę, lub dwójkę – widmo Tichu wisi nad nimi jak cień sznura;

„Hej, to ilu na dziś będzie? Troje? Wezmę, wezmę tak na wszelki wypadek. A może wybiorę się dziś do was z psem? Ostatnio szło mu całkiem nieźle. Co? Nie, ty będziesz grał z nim w parze.”

Niedawno nawet to się zmieniło – nowa, jeszcze bardziej perfidna instrukcja wprowadziła wariant dla trzech i sześciu graczy. W praktyce, trójka czuje niedosyt, dając później ujście negatywnej energii (by odreagować, grają w trójkę w Cytadelę lub spychają staruszki ze schodów). Szóstka szybko może doprowadzić do rozlewu krwi, gdy gracze próbują ograniczyć populację pokoju, do przepisowych czterech osób.

Osoby samotne też nie są już bezpieczne – możemy mieć trzech graczy za cenę urządzenia z systemem iOs. Dopiero tutaj nałóg pokazuje pełnię swego destruktywnego wpływu. Szybkie rozdanie w ubikacji kończy się hemoroidami. Rozpad więzi rodzinnych i małżeńskich to tylko kwestia czasu. Nie patrzymy już na inne gry, które pojawiają się w appstore. Mamy trzech graczy w kieszeni. To, że partner gracza zawsze podejmie najgłupszą możliwą decyzję jest zupełnie pomijalne. Jeszcze tylko jedna ręka. Jeszcze tylko…

[1] bryt.

[2] jedna z kombinacji, która potrafi doprowadzić do szewskiej pasji (90% że ją otrzymamy, jeśli deklarowaliśmy duże tichu)