Archiwum | proszę się rozejść RSS feed for this section

Chciałem napisać

26 Wrz

notkę o nowym filmie Wesa Andersona, ale przepraszam – filmów Andersona się nie pisze. Filmy Andersona się ogląda.

Reklamy

Cierpliwość

8 Maj

Zawsze byłem niecierpliwym dzieckiem – kiedy na coś się już nastawiłem, to zaczynałem liczyć minuty i sekundy. Nienawidziłem każdej chwili, która nie była tą wyczekiwaną, a najgorszym koszmarem było opóźnienie. Potrafiłem kilka razy dziennie zaglądać do kiosku w poszukiwaniu najnowszego komiksu. Wydzwaniałem na pocztę, żeby dowiedzieć się, czy nie ma już przesyłki dla mnie. Kiedy ktoś miał wypożyczoną książkę, na którą czekałem, bibliotekarki już po pierwszym zapytaniu wiedziały, że nie dam im spokoju, dopóki książka do mnie nie trafi; kiedyś przez miesiąc chodziłem za Zewem Cthulhu, aż w końcu jakaś zaszczuta pracownica sprawdziła, że rzeczywiście, książka jeszcze nie została oddana, z tym że została wypożyczona dziesięć lat wcześniej. Dla własnego dobra musiałem nauczyć się cierpliwości.

Cierpliwość to śmierć ciekawości – rezygnacja z oczekiwania. Rezygnacja z emocji. To pogodzenie się z myślą, że rzecz na którą czekasz jest tylko tym – rzeczą. Używką, którą można zastąpić inną używką. Cierpliwość, to omijanie hajpów, trailerów i zapowiedzi, to jebitny meh wymierzony w przyszłość.

Cierpliwi ludzie cieszą się tym co mają, a na co nie czekali, wiec cieszą się umiarkowanie wszystkim na co trafią.

Pierdolę cierpliwość i zaczynam odliczanie.

7

Zamiast tortu

1 Wrz

Dziś mija rok od pierwszego wpisu na blogu. Aż muszę się sam poklepać po pleckach – cała szczytna idea nie padła po miesiącu, pomimo mojego słomianego zapału. Przekulało się nawet jako tako aż do teraz, zwalniając trochę ze względu na zapierdol i doły, jakie zafundowała mi firma w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Jest też całkiem spora szansa, że wytrzyma do przyszłorocznych wakacji, kiedy powinno się zrobić odrobinę luźniej.

Przez ostatni rok dowiedziałem swielu kilku jednej rzeczy o sobie. O wiele łatwiej jest mi siąść do klawiatury, kiedy czymś się podniecam – z braku czasu nie mam motywacji, ani chęci, żeby hejterzyć. Za to udało mi się puścić w sieć trochę obrazków (tych ruchomych i nie), nutek i liter, którymi normalnie, w odrobinę innych warunkach geograficznych, zamęczałbym znajomych – to jest dopiero sukces!

Byle do wiosny

18 Lu

Ciężko jest zmobilizować się do czegokolwiek, kiedy pogoda robi wszystko, żeby wbić nas w łóżka. Szlag mnie trafia, jak pomyślę, ile wolnego czasu przespałem w tym roku – ostatnio nawet zdarzało mi się przysypiać w godzinę po zaśnięciu dziewczyn, co jak wiadomo, jest w przypadku tatuśków równoważne z położeniem się spać o dziewiątej rano. Noż kurwać, nawet nie skończyłem czytać piątego tomu Felixa Castora (lektura na jeden dzień), nie oglądałem prawie nic, za wyjątkiem animacji studia Ghibli, które TVP Kultura podsuwa mi pod nos, ledwie przebrnąłem przez zaległe Hellblazery (to co Milligan nawyprawiał w życiu Johna Constantine, to temat na osobną notkę). Po prostu żałość mnie ogarnia, kiedy pomyślę, ilu rzeczy nie zrobiłem w ciągu ostatniego miesiąca.

Na szczęście już czuć nadchodzącą wiosnę. Trzeba powiedzieć stanowcze „wypierdalaj” zimie, senności i humorzastym dniom. Można się, na te ostatnie dni zimy, gdzieś zaszyć – na przykład w okolicach słonecznego New Vegas (Proszę nie zwracać uwagi na radioaktywną poświatę), które pokazuje, że można zrobić jeszcze zajebiście dobrego Fallouta. A już niedługo pierwsze jaskółki przyniosą nam nowe Beardfish (muszę im w końcu postawić ołtarzyk), które skopie dupy ludziom, których dupy mają tendencję do bycia skopanymi przez taką muzykę:

Zapomniane przyjemnostki

28 Sty

Dziś mijają trzy tygodnie od kiedy paliłem zwykłego papierosa. W ciągu 12 lat jarania i kilku prób rzucenia, nigdy nie udało mi się osiągnąć takiego wyniku (raz jedyny dałem radę wytrzymać dłużej niż dzień). Ale nie powiem, żebym był z siebie jakoś specjalnie dumny; Skuszony możliwością i podpowiedziami Jeży, przesiadłem się na efajkę i okazało się, że jedyne z czym musiałem powalczyć, to przyzwyczajenie do króciutkich przerw. Ponieważ eszluga palę częściej, a mniej, nie mam już wymówki, żeby odsapnąć od młynka w pracy, czy w domu, wychodząc sprawdzić czy mnie nie ma na dworze.

Lolocaust palaczy ominął mnie szerokim łukiem, bo dawno już nie paliłem w pomieszczeniach, nie wizytuję też knajp na tyle, żeby dawać faka, że nie będę mógł tam dymić. Jasne – koncerty mogą być problematyczne, ale przypuszczam, że popular demand spowoduje zmiany w podejściu organizatorów, takie jak palarnie, albo przynajmniej panowie noszący dużo telewizorów pozwolą przewietrzyć się czasem poza klubem.

Jest za to jeden wielki plus, pomijając oszczędności i kwestie zdrowotne. Coś, czego nie robiłem od bardzo dawna – zapomniałem już, jaka to piękna i prosta przyjemność, zaciągnąć się i wypuścić kłąb dymu, siedząc przy komputerze, czy czytając książkę. Nieważne, że to nie prawdziwy dym, tylko imitacja – ważne że jest gęsty, smakowity i kłębi się jak należy.

Kup pan cegłę

29 List

Mam taki zdrowy zwyczaj spławiania telefonicznych handlowców. Żyję w przekonaniu, że sam pójdę do banku, jeśli będę chciał wziąć kredyt. Sam sprawdzę oferty na sieci, kiedy będę chciał wymienić telefon, albo zmienić abonament za cyfrówkę. Także standardową odpowiedzią na ofertę handlowca jest: „Mam już takie dwa”. Niestety, w pracy nie mam takiej możliwości – muszę grzecznie wysłuchać o co chodzi, potem ewentualnie rzucić zdawkowe „Na chwilę obecną nie jesteśmy zainteresowani”. Ale rozmowy które trafiają się raz na jakiś czas powodują niepowstrzymaną chęć rozpieprzenia sobie głowy o najbliższą twardą powierzchnię;

Występują:

Hermenegilda Kociubińska

Grzegżółka

 

Hermenegilda

Dzień dobry, dzwonię z firmy IkśEmEs Prodakszyns. Czy rozmawiam z Panem Grzegżółką z działu informatyki?

Grzegżółka

(Nie, to dział ochrony. Spadówa.) Tak, o co chodzi?

Hermenegilda

Chciałam zadać Panu kilka pytań, czy znajdzie Pan dla mnie kilka minut?

Grzegżółka

(Nie mam czasu, nie mam ochoty. Spadówa.) Ale o co chodzi?

Hermenegilda

Chciałam przedstawić Panu naszą ofertę, musiałby Pan jednak najpierw odpowiedzieć na kilka pytań.

Grzegżółka

(No żesz nie dociera) Ale o co chodzi? Czym handluje Pani firma?

Hermenegilda

Chciałam Panu zadać kilka pytań, następnie otrzyma Pan mailem ofertę i będzie Pan mógł umówić się z naszym handlowcem

Grzegżółka

(japierdolękurwamać) Ale co Pani sprzedaje? Sprzęt? Oprogramowanie? Materiały eksploatacyjne? Co? Bo ja wcale nie wiem czy jest sens odpowiadać na pytania, jeśli nie wiem, czy to co Pani oferuje jest nam do czegokolwiek potrzebne.

Hermenegilda

(grunt zapada się pod nogami) No… ale… ja niczym nie handluję, ja tylko chciałam zadać Panu kilka pytań. Dostanie Pan maila z ofertą i będzie Pan mógł się spotkać z naszym handlowcem.

Grzegżółka

(łożeszkurwaaaaa) Dobra, to może niech mi pani po prostu prześle maila z ofertą (szykuję się do podania adresu).

Hermenegilda

Dobrze. Zaraz prześlę (odkłada słuchawkę).

Kurtyna

spada razem ze słuchawką.

 

Ja wszystko rozumiem. Kupczenie przez telefon, choć momentami szujowskie jak cholera, też ma swoje miejsce na świecie. Ale jaki kurwa sens ma zatrudnianie handlowców z łapanki, którzy nie są w stanie odpowiedzieć na proste pytanie: „Co sprzedajesz?”, a gdy już dojdzie co do czego, zapominają poprosić o adres mailowy? Wszystko wskazuje na to, że firmy pokroju IkśEmEs Prodakszyns chcą sprzedać nic. Może wystarczą im rachunki telefoniczne, żeby pokazać jakieś koszty na koniec roku. To ja skomentuję Tyrmandem:

„»Cóż za solidne przedsiębiorstwo« – pomyślał z uznaniem pan w meloniku. Po czym ruszył w stronę Rynku, porzucając zaraz za rogiem kłopotliwy nabytek.”

I proszę jeszcze o takiego anioła stróża, który w razie czego włączy się do rozmowy oznajmiając, że ten Pan już cegłę kupił. Czymś takim na pewno byłbym zainteresowany.

 

Owoc niepoprawnego lenistwa

1 Wrz

Jakoś tak się porobiło, że moja aktywność w sieci wylądowała ostatnio w dupie. Przepraszam, na Blipie. Nie żebym był tam jakoś strasznie aktywny, ale zdarza mi się coś napisać, zdarza mi się też napisać pod wpływem czegoś co czytałem, oglądałem, grałem, słuchałem. A jak już dam się wkręcić w trybiki które robią mi dobrze w uszy, oczy, albo inne receptory, to ciężko zmieścić się w 160 znakach. Czasem trzeba na przykład 161. Albo 200. Leniwy jestem potwornie, więc czasami nawet nie chce mi się zastanawiać, jak sprytnie skrócić/podzielić tekst, co cytować, a co olać. Kończy się to zwykle jednym, dwoma blipnięciami i niesmakiem z cyklu: Jeszcze ten tego, to tamto i w ogóle, kurwa, coś bym jeszcze dorzucił.

Oczywiście blip nie jest najważniejszym, ani tym bardziej jedynym powodem dla zakładania bloga. Jest za to ostatecznym kopniakiem w cztery litery, żeby spróbować czegoś nowego. Yay! The thrillz. Będzie wesoło. To znaczy mnie będzie wesoło, nawet, jeśli skończy się na tym wpisie; No może również na jakimś ogarnięciu tego miejsca, bo lubię się czuć jak u siebie.