Archiwum | bierz i ciesz się RSS feed for this section

a mury runą

8 Gru

gówno prawda, nie runą – zamek jest cały i zdrowy. Ponieważ chyba jednak zdąży się zakurzyć, a wszystkie podane pod ostatnią notką terminy minęły, pozwoliłem sobie zakończyć konkurs szybkim losowaniem na random.org

Lista wszystkich zawodników została wielkim nakładem pracy wprowadzona do pliku tekstowego według kolejności zgłoszeń. Następnie olbrzymim wysiłkiem wygenerowałem (kłamię – skrypt mi wygenerował) losową liczbę z zakresu 1-3. Na dowód, że nie klikałem jak opętany w „generuj” macie jedynie moje słowo (słowo). A oto zwycięzca:

Zrzut ekranu 2012-12-8 o 11.46.52

 

Fanfary i gratulacje. poooq’a uprasza się o podesłanie adresu (najlepiej na maila – zara2stra na gmailu) a ja postaram się w przyszłym tygodniu ruszyć tyłek na pocztę i wysłać karty do Fight Clubu

Reklamy

Mądre pomysły

20 List

3,5 tygodnia temu napisałem na facebooku:

Myliłem się, bo: patrz wyżej.

Zupełnie nie wiem co mnie tknęło, żeby po jakichś piętnastu latach przerwy brać się za papierowe modele, ale trzeba patrzeć na pozytywy – przynajmniej nie rzuciłem się na jakiś statek, bo sklejać statków nie lubiłem nigdy. Oczywiście moje dziewczyny stwierdziły, że super, że będą mi pomagać, a w ogóle to następną skleję im Czarną Perłę, bo ona jest suuuper. Whatever. Czarna Perła jest tak suuuper, że aż została zdjęta ze strony, ze względu na działalność piracką bez punu. Tak, działalność piracka bez punu to straszna rzecz, więc mogę spać spokojnie i zrobić sobie kolejną, piętnastoletnią przerwę od sklejania modeli.

Jak wyglądało sklejanie? Sklejanie, pomimo chwil zwątpienia

i wkurwu, któremu towarzyszyło poznawanie nowych słówek, zadziwiająco przypominających układem i brzmieniem popularne przekleństwa (przypadek? I don’t think so)

No więc sklejanie było bardzo wyciszającym zajęciem. Bycie wyciszonym przez 3,5 tygodnia owocuje mniej więcej takim stanem ducha:

co oznacza, że dziś wieczorem prawdopodobnie odpalę jakiegoś fpsa (bo Hotline Miami nie ma jeszcze na maki) i wymorduję wszystko co mi się nawinie pod celownik.

A teraz czas na mały konkurs:

Dziś po południu zamek trafi pod czułą opiekę dwóch dziewczynek (6 i 7) i kota (5), więc zbieramy zakłady – ile czasu minie do pierwszych wgnieceń oraz do nieuchronnego końca w piecu? Wytypowanie najtrafniejszych terminów w komentarzach może wam wygrać karty do Fight Club: Project Mayhem.

miało

22 Kwi

być długo, z backgroundem, z achami i ochami, ale minęły dwa tygodnie, a ja dalej nie czuję się na siłach żeby skrobać coś dłuższego. Dwa tygodnie od świąt, w trakcie których miałem okazję pobawić się trochę nową zabawką z ekranem dotykowym o przekątnej większej niż trzy cale, i…

powiem tylko tyle – jeśli posiadacie sprzęt z androidem lub z jabłkiem, ps3 lub xboxa, to te dwa symulatory pinballa to jazda obowiązkowa:

Zen Pinball dla osób którym nie przeszkadza odrobina magii, niedostępnej na prawdziwych stołach:

Pinball Arcade, który symuluje cztery prawdziwe maszyny z lat 80-00

Piękno i dobro, tym bardziej, że cena tabletu/konsoli jest wciąż dużo niższa niż cena prawdziwego pinballa

Miałem

16 Mar

do niedawna tyle rozgrzebanych spraw, że nie odważyłem się tknąć pudełka z Deus Ex Human Revolution. Adam Jensen patrzył się na mnie z wyrzutem, a ja tylko bąkałem: jeszcze nie, jeszcze nie teraz. Jeszcze muszę to i tamto. Bo widzicie, nie mogę się przecież zabrać bez zastanowienia za grę, która musi mnie wciągnąć na długie godziny. Wiem – da się dawkować, ale ja jestem słabym człowiekiem.

Dlatego właśnie raczyłem się chwilerami – w końcu sumienie jest czystsze, kiedy zamiast siadać na dwie godziny do konsoli, biorę takiego Super Crate Box i spędzam przy nim 120 minut, nespa? O właśnie – lubimy liczniki, prawda? Na dużych konsolach czas gry liczony jest w godzinach. Stąd wiem, że przy grach z serii FF spędziłem średnio 120h/grę. Binding of Isaac zabrał mi 100h, Fallout: New Vegas jakieś 200h. Super Crate Box to szybciutka gra w bardzo staroszkolnych klimatach – zaprojektowana na szybkie rozgrywki po kilka/kilkanaście minut, właśnie dlatego jej licznik podany jest w minutach:

Prawie 100h. W grze, która jest połączeniem strzelanki i pierwszego Donkey Konga. W grze, w której dostępne są trzy areny, a każda z nich w całości mieści się na jednym ekranie. Ciężko jest mi wymyślić jakikolwiek powód czemu ta gra nie powinna dostać ode mnie foki aprobaty. Wszystko jest na miejscu – wygląd, sterowanie, dodatkowe tryby rozgrywki, nagrody za osiągnięcie kolejnych etapów. Jest nawet dostępna darmowa wersja na duże komputery (która z jakiegoś powodu nie chce mi działać na Lionie).

Czyste Arcadowe Piękno i Dobro.

11 schodów

14 Mar

Wielu z was marudziło, że nie miało okazji zobaczyć filmu Navidson Record. Wielu zapewne próbowało bezskutecznie zassać go z sieci. Przyznać się – ile torrentów pod tą nazwą czeka na ostatnie bajty? Ile macie na dysku pornoli ukrytych pod nazwą Five and a Half Minute Hallway?

Dajcie sobie spokój. To jest jedyny ciemny korytarz na jaki możecie liczyć na serwisach z pirackimi filmami. Ale jeżeli nie macie dość, to zapraszam na klatkę schodową, i nie – nie chodzi mi wcale o wasz dom. 11 schodów do potęgi n-tej, niezliczone piętra i półpiętra. Kilkanaście minut w dwóch podręcznych, klimatycznych wersjach: dla czytaczy i dla graczy.

Może podgrzejemy trochę atmosferę?

25 Sty

Niewielka aktualizacja Coś’owych spraw, dla osób, które nie śledzą wątków na BGG i GP: jest dodatek.

Things zwiększa ilość graczy (nawet do 6), a także dodaje kolejne karty i nową możliwość zwycięstwa dla Cosia. Jedyne co planuję jeszcze zrobić, to podrasować lekko żetony postaci (przynajmniej w kwestii ich wykonania), być może zrobię również odpowiednie pudełko, ale tym zanudzać was już nie będę – w razie czego puszczę linka w powyższych wątkach.

Ja wydrukowałem sobie z tej okazji kopię gry pozbawioną przesunięcia (fotka), dzięki czemu mam jeden dodatkowy zestaw kart z podstawki. Pora więc zacząć rozdawnictwo!

Skoro to gra o filmie, porozmawiajmy o grach z filmu. Osoba, która wskaże (i wytłumaczy czemu), w którą z dostępnych w pokoju rekreacyjnym gier, pracownicy placówki badawczej #31 najprawdopodobniej nie grali, dostanie podstawkę  The Thing na własność.

Uwielbiam

19 Sty

takie wizyty na Bandcampie, które zaczynają się od przeskakiwania między tagami, na zasadzie: znajdę coś strawnego na tło, a kończą się kilka godzin później, wchłanianiem każdej możliwej tubki jednej, konkretnej kapeli. Kapeli, która niby nie zaskakuje od razu, ale ma to coś w brzmieniu, melodiach i aranżacjach, co nie pozwala skupić się na innej muzyce, bo trzeba posłuchać jeszcze raz. Bo to, co wydawało się z początku plumkaniem na dwóch gitarkach, przeradza się w ulewę bigbandowych dźwięków, klaśnięć, krzyków i chórków. To, co z początku może wydać się dwuosobowym projektem odgrzebanym z jakiegoś zapuszczonego garażu, okazuje się być kilkunastoosobowym ansamblem zajmującym cały parter sporego domu. Typhoon, to Post-rockowe melodie, ubarwione trąbkami, smyczkami i każdym innym ustrojstwem, jakie napatoczy się pod rękę – trochę jak Silver Mt. Zion, tylko bez ichniej psychodelii i dołów.  Czuć w tym podobną, surową moc, co w Wooden Heart Listenera – to nie jest muzyka ze studia i to nie jest muzyka która do studia pasuje. Przy tym wszystkim nie potrzebuję nawet popitki przy lekko popowych wokalach – chłonę jak leci.

Posłuchajcie:

Tego też:

Jeśli podeszło, to biegiem na bandcampa – cała płyta, za jedyne 0,25 dolara/muzyka.