Archiwum | Maj, 2012

Świat z liter

30 Maj

Wziąłem się ostatnio za czytanie The Unwritten. Ostrożnie, bo Carey podpadł mi trochę ostatnimi tomami Felixa Castora, ale po kilku zeszytach całkiem przyjemnie zassało, więc mam nadzieję, że cykl nie zostanie zbytnio rozcieńczony. W skrócie i bez większych spoilerów – Unwritten to opowieść o wpływie wyobraźni na rzeczywistość. Główne skrzypce gra tu słowo pisane, którego wpływ jest wykorzystywany przez tajne organizacje do sprawowania władzy nad światem, a cała akcja krąży wokół Toma Taylora, który wzorem młodego Christophera Milne, musi zmagać się z piętnem fikcyjnej postaci stworzonej na swoje podobieństwo.

Carey podaje całość mocno podlaną urban fantasy, a dzięki przyjętemu założeniu, może zgrabnie bawić się cytatami z literatury i filmów (Rudy Kipling jako agent  illuminatów FTW!) na szczęście zgrabnie równoważy wady wałkowanego do znudzenia gatunku łamiąc przetarte schematy zachowań postaci. I wszystko byłoby pięknie i ładnie, polecałbym bez zająknięcia, jest tylko jeden problem;

Ten pomysł, w tym medium, był już pokazywany i zostało to zrobione o wiele lepiej. Po pierwsze Invisibles Granta Morrisona, z podobną konwencją, ale zdecydowanie lepiej zrealizowane.

Invisibles

Po drugie Promethea Alana Moore’a, którą będę chwalił i polecał na każdym kroku. Problem z tymi dwoma komiksami jest taki, że w dużej mierze stanowią credo ich twórców, a to niekoniecznie każdemu podpasuje. Za to obie wywracają znany świat do góry nogami zapowiadając apokalipsę, po której nastanie już tylko pięknoidobro.

Promethea

Jeśli czytaliście już dwa powyższe, a macie ochotę na bardziej rozcieńczoną wersję podobnego pomysłu, bierzcie The Unwritten – to bardzo miłe czytadło. Jeśli jednak nie mieliście wcześniej przyjemności z Invisibles lub Prometheą, to polecam jednak zacząć od nich – są totalnie zajebiste.

Reklamy

Cierpliwość

8 Maj

Zawsze byłem niecierpliwym dzieckiem – kiedy na coś się już nastawiłem, to zaczynałem liczyć minuty i sekundy. Nienawidziłem każdej chwili, która nie była tą wyczekiwaną, a najgorszym koszmarem było opóźnienie. Potrafiłem kilka razy dziennie zaglądać do kiosku w poszukiwaniu najnowszego komiksu. Wydzwaniałem na pocztę, żeby dowiedzieć się, czy nie ma już przesyłki dla mnie. Kiedy ktoś miał wypożyczoną książkę, na którą czekałem, bibliotekarki już po pierwszym zapytaniu wiedziały, że nie dam im spokoju, dopóki książka do mnie nie trafi; kiedyś przez miesiąc chodziłem za Zewem Cthulhu, aż w końcu jakaś zaszczuta pracownica sprawdziła, że rzeczywiście, książka jeszcze nie została oddana, z tym że została wypożyczona dziesięć lat wcześniej. Dla własnego dobra musiałem nauczyć się cierpliwości.

Cierpliwość to śmierć ciekawości – rezygnacja z oczekiwania. Rezygnacja z emocji. To pogodzenie się z myślą, że rzecz na którą czekasz jest tylko tym – rzeczą. Używką, którą można zastąpić inną używką. Cierpliwość, to omijanie hajpów, trailerów i zapowiedzi, to jebitny meh wymierzony w przyszłość.

Cierpliwi ludzie cieszą się tym co mają, a na co nie czekali, wiec cieszą się umiarkowanie wszystkim na co trafią.

Pierdolę cierpliwość i zaczynam odliczanie.

7