Archiwum | Kwiecień, 2012

Cuda

29 Kwi

panie w tych Katowicach, cuda! Wystarczy wybrać się na przechadzkę z młodym autorem śląskiej erotyki fantasy i jego żoną, a rychło trafi się na koparki i spychacze w różowym, szydełkowanym camo, kobiecą mafię koników (nawet do trzech na jednym parkingu) oraz syntetycznych poetów, prezentujących karate solo i rzut komórką o ziemię.

Można też posłuchać muzyki:

Po raz kolejny przekonuję się, że nic nie wiem o swoich własnych gustach – dotychczas ostro twierdziłem, że nie bierze mnie nic, w czym pianino gra pierwsze skrzypce, tymczasem Neil Cowley od kilku dni skutecznie wygrywa walkę o czas antenowy w samochodowej plejerce. Koncert wypadł cudnie, tym bardziej, że jak na muzykę instrumentalną, kapela robi na scenie bardzo przyjemny żywioł. No i jest to chyba jeden z nielicznych zespołów z T-rexem na fortepianie.

Po Cowleyu przenieśliśmy się ulicę dalej, na koncert Polar Bear. Ze sceny łypało na nas groźnie kilku panów, którzy nie szukali zbytnio kontaktu z publicznością, prawdopodobnie z tych samych powodów, z których pluton egzekucyjny nie stara się bratać ze skazańcami. Dla odwrócenia uwagi za perkusją zasiadł człowiek, który mógł być Michaelem Jacksonem (choć niekoniecznie), mógł też być postacią z Szepczącego w Ciemności Lovecrafta – nie zdziwiłbym się, gdyby w którymś momencie spadła maska i okazałoby się, że na perkusji gra pojemnik z mózgiem napędzany czarną magią grzybów z Yuggoth. Warto też nadmienić, że na przeszkadzajkach (solo na balonie FTW!) grał człowiek który mógł być Edwardem Nortonem (choć niekoniecznie).

prawie ukryty za prawą kolumną - człowiek, który mógł być Michaelem Jacksonem. Zupełnie ukryty za prawą kolumną - człowiek, który mógł być Edwardem Nortonem

Polar Bear zagrał wszystko – totalnie zmiażdżył noisem, zwodził melodiami, tylko po to, żeby za chwilę dobić psychodelią. Nic nie nagrałem, bo bałem się trzymać zbyt długo wyciągniętą komórkę. Udawałem martwego – podobno niedźwiedzie nie tykają padliny.

a jutro na Portico Quartet!

 

miało

22 Kwi

być długo, z backgroundem, z achami i ochami, ale minęły dwa tygodnie, a ja dalej nie czuję się na siłach żeby skrobać coś dłuższego. Dwa tygodnie od świąt, w trakcie których miałem okazję pobawić się trochę nową zabawką z ekranem dotykowym o przekątnej większej niż trzy cale, i…

powiem tylko tyle – jeśli posiadacie sprzęt z androidem lub z jabłkiem, ps3 lub xboxa, to te dwa symulatory pinballa to jazda obowiązkowa:

Zen Pinball dla osób którym nie przeszkadza odrobina magii, niedostępnej na prawdziwych stołach:

Pinball Arcade, który symuluje cztery prawdziwe maszyny z lat 80-00

Piękno i dobro, tym bardziej, że cena tabletu/konsoli jest wciąż dużo niższa niż cena prawdziwego pinballa