Archiwum | Luty, 2012

2,5 godziny

20 Lu

bez fajki, z czego dwie z wielkim bananem na mordzie. 2h absolutnej zajebiozy z gatunku tych, co to jak już leci uwielbiany utwór, to w całkowitym chaosie człowiek gubi się w orientacji kamerki, a po kilku minutach stwierdza, że przecież i tak nie lubi nagrywać filmików z koncertów

za to na bisach spokojnie włącza sobie dyktafon

Also: dostałem ostrzeżenie odnośnie panujących warunków atmosferycznych, odpowiednio się przygotowałem, ale niestety nie wziąłem pod uwagę tzw. czynnika spaczenia szpaczego… W rezultacie byłem jednym z nielicznych spolaryzowanych podskórnie, w tłumie krótkorękawkowo-sweterkowym. Nieważne – czynnikowi spaczenia szpaczego i tak jestem dozgonnie wdzięczny za Cinematic Orchestra, info o koncercie i kawę przed.

Reklamy

Absentia

6 Lu

Jest wiele sposobów na zrobienie dobrego horroru. Nie myślę oczywiście o jakiejś konkretnej szkole straszenia, która zadowoli każdego fana ciar na plecach – coś takiego nie istnieje. Ale istnieje mój horror. Mój horror to domysły. Mój horror to niejednoznaczność. Mój horror to portret ciemności. To właśnie ona daje największą przewagę filmowemu straszeniu; szkoda, że jest tak rzadko wykorzystywana w pełni. Trzeba się na prawdę postarać, żeby obraz ciemności oddać słowami tak dobrze, by stał się dla nas zwierciadłem naszej wyobraźni – odbiciem naszych własnych strachów. Oczywiście nie ma rzeczy niemożliwych – udało się to doskonale Danielewskiemu w Domu Liści, choć trzeba przyznać, że troszeczkę oszukiwał – w końcu 1/4 jego książki to film, w którym strony są kadrami.

Kolejny element mojego horroru, to codzienność – tu i teraz ma dla nas największy potencjał, bo tu i teraz jest blisko. Wystarczy umieścić to, co widzimy na co dzień w odpowiednim kontekście, a już podświadomie poczujemy, że coś jest nie tak. Stare zegarki i klucze nie zaskoczą nas na babcinym strychu, ale jak poczujecie się, kiedy znajdziecie je na progu swojego domu?

Rutyna. Rutyna, rutyna, ru†yna. Kiedy już w nią wpadniesz, czy zauważysz drobne szczegóły? Coś, co jest, a powinno być zupełnie gdzie indziej? W innym miejscu, w innym układzie, w innym kontekście? Wystarczy domieszka codzienności, a mamy tendencję do wpadania w rutynę jeszcze szybciej niż się spodziewamy. Dopowiadamy sobie brakujące elementy, jak tylko zauważymy coś co powinno być rutynowe.

Taka właśnie jest Absentia. To nie jest film, który przeraża – to film, który niepokoi. To film, który stawia przed nami lustra; Czego się spodziewasz? Czego oczekujesz? Komu wierzysz? W co wierzysz? Co chcesz zobaczyć? To film, który powinniście obejrzeć. Kto wie? Może mój horror i wasz horror są sobie całkiem bliskie?