Archiwum | Styczeń, 2012

Gry dla prawdziwych twardzieli

26 Sty

W pytaniu z poprzedniej notki chodziło o maszynę pinballową Heat Wave – to staruszek typu EM (electro mechanic) wyprodukowany przez Williamsa. Ich produkcję zakończono pod koniec lat 70, kiedy pod maskami stołów coraz częściej można było znaleźć elektronikę. Typ łatwo rozpoznać po szpulach punktacyjnych – w nowszych maszynach zostały zastąpione przez wyświetlacze. Knifem jest to, że punkty resetowały się w nich do zera, dopiero po uruchomieniu nowej gry – po zakończonej rozgrywce powinien być cały czas widoczny poprzedni wynik. W ciągu całego filmu dobrze widać punktację:

fan-terlika podał poprawną odpowiedź i zgarnia karty. Gratuluję!

Przy okazji konkursu, wynorałem też kilka ciekawostek, które rzucają więcej światła na to, co twardziele z amerykańskich stacji badawczych robią pomiędzy zabijaniem agresywnych kosmitów a graniem w bilard i pokera. Maszynę do Asteroids Deluxe! widać dość dobrze podczas każdej wizyty w Rec Roomie. Za to dość dobrze ukryte jest Atari:

Jest też dużo modeli do sklejania i puzzli (a te, jak wiemy, potrafią zająć duuuużo czasu). Same skarby zawiera też półka z planszówkami:

Szachy i Backgammon to pewien standard, którego nie powinno zabraknąć u szanującego się twardziela – jedziemy dalej;

Easy Money – klon Monopolu Norris i Bennings z pewnością zagrywali się w to wieczorami.

Numbers Up (lewy, dolny róg) – coś w sam raz dla Blaira.

Gribbit – jestem pewien, że Palmer uwielbiał te wirujące wskazówki

No i jest też Stay Alive:

Windows przegrał w tę grę z kretesem.

Może podgrzejemy trochę atmosferę?

25 Sty

Niewielka aktualizacja Coś’owych spraw, dla osób, które nie śledzą wątków na BGG i GP: jest dodatek.

Things zwiększa ilość graczy (nawet do 6), a także dodaje kolejne karty i nową możliwość zwycięstwa dla Cosia. Jedyne co planuję jeszcze zrobić, to podrasować lekko żetony postaci (przynajmniej w kwestii ich wykonania), być może zrobię również odpowiednie pudełko, ale tym zanudzać was już nie będę – w razie czego puszczę linka w powyższych wątkach.

Ja wydrukowałem sobie z tej okazji kopię gry pozbawioną przesunięcia (fotka), dzięki czemu mam jeden dodatkowy zestaw kart z podstawki. Pora więc zacząć rozdawnictwo!

Skoro to gra o filmie, porozmawiajmy o grach z filmu. Osoba, która wskaże (i wytłumaczy czemu), w którą z dostępnych w pokoju rekreacyjnym gier, pracownicy placówki badawczej #31 najprawdopodobniej nie grali, dostanie podstawkę  The Thing na własność.

Uwielbiam

19 Sty

takie wizyty na Bandcampie, które zaczynają się od przeskakiwania między tagami, na zasadzie: znajdę coś strawnego na tło, a kończą się kilka godzin później, wchłanianiem każdej możliwej tubki jednej, konkretnej kapeli. Kapeli, która niby nie zaskakuje od razu, ale ma to coś w brzmieniu, melodiach i aranżacjach, co nie pozwala skupić się na innej muzyce, bo trzeba posłuchać jeszcze raz. Bo to, co wydawało się z początku plumkaniem na dwóch gitarkach, przeradza się w ulewę bigbandowych dźwięków, klaśnięć, krzyków i chórków. To, co z początku może wydać się dwuosobowym projektem odgrzebanym z jakiegoś zapuszczonego garażu, okazuje się być kilkunastoosobowym ansamblem zajmującym cały parter sporego domu. Typhoon, to Post-rockowe melodie, ubarwione trąbkami, smyczkami i każdym innym ustrojstwem, jakie napatoczy się pod rękę – trochę jak Silver Mt. Zion, tylko bez ichniej psychodelii i dołów.  Czuć w tym podobną, surową moc, co w Wooden Heart Listenera – to nie jest muzyka ze studia i to nie jest muzyka która do studia pasuje. Przy tym wszystkim nie potrzebuję nawet popitki przy lekko popowych wokalach – chłonę jak leci.

Posłuchajcie:

Tego też:

Jeśli podeszło, to biegiem na bandcampa – cała płyta, za jedyne 0,25 dolara/muzyka.

o fajnych grach

8 Sty

zajęty człowiek dowiaduje się ostatni. Nie śledzę już BGG z taką intensywnością jak kiedyś. Od czasu do czasu wpadam i przeglądam popularne posty i nieznane tytuły z gorącej listy, ale planszówki stały się dla mnie ostatnio kolejnym tematem, który poznaję przez znajomych i rebelowego erssa.

The Thing znalazłem, trafiając przypadkiem na listę laureatów nagrody roku 2011. Kategoria print and play – coś zdecydowanie dla mnie, bo uwielbiam ręczne dłubaniny. Niestety okazuje się, że autor jedynie wrzucił karty na serwis ArtsCow, dzięki któremu możemy zlecić wydrukowanie kart i otrzymać je, z większym, lub mniejszym rabatem na wysyłkę. Karty trafiły w końcu na BGG w formie pdfa, ale wydrukowanie tego tak jak lubię (czyli w dupleksie) wymaga zrobienia całego pliku od nowa. Cóż, jak robić od nowa, to można by też podrasować karty i przetłumaczyć. True?

Dwa tygodnie później jestem bogatszy o kilkukrotne obejrzenie oryginalnego Thinga (klatka po klatce),  i plik z polską wersją podstawki. Jeśli ktoś zna jakiś sposób na spieniężenie znajomości horroru z 1982 roku, to bardzo proszę o kontakt – będę mógł udowodnić żonie, że wiedza o tym, w której scenie Kurt Russel ubiera rękawiczki patrząc się z byka w kamerę, może się jednak na coś przydać. Na chwilę obecną mogę powiedzieć tylko:

Tymczasem zapraszam do zassania pdfów z kartami – The Thing to bardzo zacna gra, idąca łeb w łeb z wydarzeniami z filmu; Sprawdzamy bazę Norwegów, oglądamy rozbity spodek, zamykamy podejrzanych w szopie z narzędziami i walczymy z Cosiem. Jest paranoja, jest blef, jest dobrze. Jak tylko się ogarnę i nadrobię zaległości filmowo-serialowe, dokończę dodatek Things (dla 5-6 graczy) i angielską wersję kart. Prawdopodobnie nastąpi to jeszcze przed 28.01 – czyli datą festiwalu planszówkowego w Brzegu, gdzie zapraszam wszystkich chętnych na spróbowanie swych sił w walce z kosmitą, lub pechowymi pracownikami placówki badawczej #31.