Powrót na księżyc

29 List

Apollo 18. Kolejny mocumentary skazany na średni odbiór. Częściowo przez wykształconą odporność widza na ściemę producentów, bo kto dziś jeszcze wierzy, że w miasteczku na Alasce kosmici porywali ludzi? Kto sprawdza źródła, słysząc o diabolicznych dzieciakach i demonach opętujących amerykańskich mieszczuchów? Lubimy być oszukiwani, ale urok kłamstwa, w którym oglądamy autentyczne taśmy studentów, zaginionych w lasach Maryland, wyparował w kotle pełnym fałszywych stron internetowych i ukrywających się aktorów.

Czy ten gatunek ma nam jeszcze cokolwiek do zaoferowania? Oczywiście! W końcu to powrót do korzeni horroru. Już sama forma, technika, czy przyjęta konwencja stawiają na atmosferę i powolne budowanie napięcia. Najbardziej boimy się rzeczy, których nie widzimy – tych, które musimy sobie dopowiedzieć, bo prawdziwy strach drzemie w naszych głowach, a nie na ekranie.

Zegarek mi mówi, że upłynęło już z górą czterdzieści godzin od chwili, kiedyśmy tu spadli; spadliśmy w nocy, a słońce jeszcze nie wzeszło. Spodziewamy się je ujrzeć dopiero za dwadzieścia kilka godzin. Wzejdzie i pójdzie po niebie leniwie, dwadzieścia dziewięć razy wolniej niż tam, na Ziemi. Trzysta pięćdziesiąt cztery godzin będzie świecić nad naszemi głowami, a potem przyjdzie znowu noc, trwająca trzysta pięćdziesiąt cztery godzin. Po nocy znów dzień, taki sam jak poprzedni i znowu noc i znów dzień — i tak bez końca, bez odmiany, bez pór roku, bez lat, bez miesięcy…
 Jeśli dożyjemy…

Apollo 18 stara się podnieść poprzeczkę, wykorzystując miejsce, którego ten nurt jeszcze nie wyeksploatował. Wygląda na to, że oficjalnie anulowane, kolejne po 17, misje Apollo jednak się odbyły, a materiał filmowy, zarejestrowany podczas jednej z nich właśnie wyciekł do internetu. Teraz możemy sami się przekonać, czemu nikt nie kwapił się do kolejnych podróży na księżyc.

 Gdyśmy zdarli z niego powietrzochron, przedstawił nam się straszny widok. Twarz obrzękła i sina, zlana była cała krwią, cieknącą obficie z ust, nosa i oczu; na nabrzmiałych dłoniach i na szyi widać było także gęste krople krwi, choć nic mogliśmy nigdzie odkryć rany.

Pomimo kilku wad, to film raczej udany, niestety nie na tyle, żeby na trwałe zakorzenił się w świadomości widza. Brakło atmosfery (pun intended) – choć miejsce akcji teoretycznie jest idealne do jej zbudowania. Nie było w tym filmie klaustrofobii, wyobcowania, nie było interakcji trzech kosmonautów, w ciasnej przestrzeni księżycowego lądownika. Wielbiciel tego typu kina dopowie sobie to wszystko i ostatecznie będzie się dobrze bawił. Przypadkowy widz znudzi się po kilkudziesięciu minutach. Szkoda.

 — Wtem… zobaczyłem… dwa cienie — nie! dwóch ludzi, trupów czy upiorów — wyszli z pod bramy i posuwali się wprost ku mnie… Nogi zadrżały podemną. Zamknąłem oczy, chcąc odegnać przywidzenie, ale gdym je po chwili znów otworzył, zobaczyłem… cztery kroki przed sobą — obu braci Remognerów! Stali obaj, trzymając się za ręce, okropni, nabrzmiali, skrwawieni, tacy, jak ich znaleźliśmy — i patrzyli obaj we mnie tak strasznie… Znacie mnie, nie jestem lękliwy, nie jestem skłonny do przywidzeń — ale to wam mówię, oni tam stali i ze strachu zamieniłem się w bryłę lodu. Nie mogłem się poruszyć, odwrócić… Wtedy oni zaczęli mówić, tak, mówić! a ja słyszałem ich głos, choć tam nie było powietrza, tak jak was tu słyszę. Spytali mnie naprzód, po co przychodzę? Starszy kazał mi się wrócić, a młodszy dodał, żebym był cierpliwy, bo wkrótce, choćbym i nie chciał, przyjdę do nich do trupiego miasta, ale nie pierwej, aż będę wyglądał tak, jak oni, a potem tak, jak O’Tamor. Mówiąc to, uśmiechali się obaj złośliwie strasznemi. nabrzmiałemi usty.

Tym bardziej, że ta tematyka, w tych nieziemskich okolicznościach przyrody, była już przerabiana w innym medium, ponad sto lat temu. Pierwsza część Na Srebrnym Globie Żuławskiego to mocumentary z piórem zamiast kamery. Może to właśnie jej forma sprawiła, że jako dziecko byłem autentycznie przerażony martwym miastem, które zabiło jednego z członków załogi, a Szernowie zagościli na jakiś czas w moich koszmarach. Szkoda tylko, że za sfilmowanie tej książki wziął się młodszy Żuławski i zakrzyczał niezły, jak na tamte czasy, obraz i emocje politycznym bełkotem. Może, gdyby wzięli się za to studenci z Maryland, dostalibyśmy obraz, który w przeciwieństwie do Apollo 18 zapadłby w pamięć komuś więcej, niż tylko maniakom horrorów.

 Jakie to zabawne, że my jesteśmy na Księżycu! A może mi się śni tylko? Bo zkądżeby się tu wzięły psy? Była Selena, ale zdechła; były i szczenięta, ale to nie są szczenięta, to są duże psy i pewnie złe… Nawet jest ich więcej, cztery, nie! tam jeszcze kilka, i tam, i tam, rany boskie! zkąd tu tyle psów! — Gdzież jest Woodbell? Coś się z nim stało, ale nie pomnę… Było mu Tomasz na imię…
 Ktoś stoi przy mnie i mówi, żebym się położył, bo mam gorączkę. A wszystko jedno! dlaczegóż ja nie mam mieć gorączki? czy mi nie wolno…
 Pióro robi się strasznie ciężkie, muszę je rzucić. Przyrosło mi do palców, ale i palce moje są ciężkie… Nie wiem, co to wszystko znaczy, — słyszę jakieś dwa głosy obok siebie, — już nie mogę…

Advertisements

komentarzy 5 to “Powrót na księżyc”

  1. Marceli Szpak Listopad 29, 2011 @ 8:39 pm #

    Nie było w tym filmie klaustrofobii, wyobcowania, nie było interakcji trzech kosmonautów, w ciasnej przestrzeni księżycowego lądownika. Wielbiciel tego typu kina dopowie sobie to wszystko i ostatecznie będzie się dobrze bawił. Przypadkowy widz znudzi się po kilkudziesięciu minutach. Szkoda.

    (spojlery)

    ninininie. NIE. nie~e. Tam tego właśnie jest mnóstwo – klaustrofobia i wyobcowanie robią całą atmosferę. One po prostu nie zajmują centralnego miejsca, sa poupychane w kilkunastosekundowe obrazki, gdzie w małym kwadratowym kadrze masz ściśniętych dwóch kolesi i cała kabinę lądownika, w błyskach fleszy, jak koleś wchodzi w głab krateru, w totalnej bezradności gościa na orbicie, wreszcie w tym, co jest najlepsze w całym filmie – że to nie to, co na księżycu jest groźne, tylko to, bez czego nie możesz wrócić do domu. Ta paranoidalna końcówka, kiedy robią szifta i pokazują tru evil robi cały film tak naprawdę, pomaga zapomnieć o gumowych szkieletach i tanim straszeniu bobokiem pod maską. Jeszcze co do klaustrofobii – zauważ jak pięknie wykorzystują efekt szesnastki – te małe kwadratowe kadry, które nie zajmują całej powierzchni ekranu – z automatu wszytko się robi stłoczone, ściśniętę, bez powietrza. Każde ujęcie w tym filmie jest takie, tak jakby wyjście poza ten charakterystyczny kwadratowy kadr mogło grozić śmiercią, wpadnięciem w próżnię. Nawet jak wychodzą w przestrzeń, te ujęcia są takie, że obejmują tylko namniejszy kawałek krajobrazu – taki, który może objąć kamera zamontowana na robocie, albo wizjer hełmu astronauty. Oni tam są cały czas uwięzieni, zamknięci, uzależnieni od współpracy z zewnętrzem, a operator i rezyser robią świetną robotę, żeby to pokazać.

  2. ladygaga Listopad 29, 2011 @ 8:54 pm #

    (spoiler)

    Właściwie wszystko było w tym filmie piękne, klaustrofobia, zdjęcia, cudo; ale how come, że tam popieprzały kraby, żrące tkankę organiczną, skoro na co dzień tego nie miały? Jak mogły nauczyć(?) się polować w miejscu, w którym nie było na co polować? Coś, co ma robić za paradokument, powinno się trzymać kupy, to się nie trzymało.

  3. zara2stra Listopad 29, 2011 @ 10:54 pm #

    Może macie rację, ale ja czułem się podczas filmu, jakbym dopowiadał sobie 3/4 atmosfery. Jeszcze raz powtarzam – film mi się podobał, ale już po żonie widziałem, że nie wciągnął jej w ogóle. Co gorsza, nie wywołał u niej też większych emocji (a horrorów unika, bo nie lubi się bać). Aż sobie chyba poprzeglądam komentarze na IMDB – ciekaw jestem, czego czepiają się ludzie nisko oceniający ten film.

    (spojluję)

    @kraby – ja tłumaczę to sobie, że kraby były głównym celem wyprawy, o którym nikt z załogi nie został poinformowany. Aparatura rozstawiana przez nich nie była przeznaczona do podsłuchu Rosjan – chodziło o przyciągnięcie obcych, prawdopodobnie emitowany sygnał nie należał też do najprzyjemniejszych.

  4. czescjacek Listopad 30, 2011 @ 12:12 am #

    A jak te taśmy odzyskali :(

  5. zara2stra Listopad 30, 2011 @ 8:13 am #

    Hej, w dwójce Obcego odzyskali Ripley, to taśmy też można. Zresztą w innej części księżyca leży rozbity statek autobotów – pewnie oni wrzucili to na YouTube.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: