Archiwum | Październik, 2011

Plany na wieczór

31 Paźdź

Jeśli jeszcze nie macie planów na dzisiejszy wieczór, to zobaczcie sobie Fertile Ground. Film nie wybija się może specjalnie ponad to, do czego przyzwyczaiła nas kinematografia spod znaku Amityville, ale wszystkie jej założenia realizuje bardziej niż poprawnie; Jest stojący na odludziu dom z przeszłością i młode małżeństwo starające się uleczyć rany po niedawnej stracie, a niewielki budżet nie stoi na przeszkodzie, by całość była unurzana w odpowiednio gęstej atmosferze.

Nie będę spoilował fabuły, dodam tylko, że wielki plus należy się twórcom za rozsądne dawkowanie wrażeń – realizując kino gatunkowe nie starali się ulepszać sprawdzonych schematów, tak jak zrobił to na przykład oglądany ostatnio przeze mnie Grave Encounters, który rozpieprzył całkowicie atuty horroru paradokumentalnego przez zbyt dosłowne pokazywanie zbyt wielu rzeczy. Fertile Ground trzyma się mocno swojego gatunku, jednak zostawia pole na dodatkowe interpretacje i domysły.

Oczywiście wieczór można też spędzić słuchając muzyki, a jaki dzień jeśli nie dziś, nadaje się najlepiej na odkurzenie albumu Dies Irae? Wprawdzie cała dyskografia Devil Doll była mocno inspirowana horrorami, ale na Dies Irae znalazło się chyba najwięcej bezpośrednich do niego odniesień. Całość jest mocno przesiąknięta Herrmannem i wręcz ugina się od muzycznych i tekstowych cytatów z filmów grozy (między innymi Night of the Hunter, czy Hangover Square).

 

Przyprawiamy orientalnie

29 Paźdź

Western:

Metal:

Elektro:

 

Tak. Orientalne przyprawy sprawdzą się w każdej kuchni.

 

Discipline

23 Paźdź

Troszkę mi się ostatnio pozmieniały gusta muzyczne – w sumie, to u mnie norma. Nigdy nie potrafiłem zatrzymać się przy jednym gatunku muzyki na zbyt długi czas i co kilka lat miałem odjazdy w kolejne klimaty. Ostatnio czuję dość mocne zmęczenie rockiem progresywnym – im więcej płyt miałem okazję przesłuchać, tym częściej muzyka wpadała mi do jednego ucha i wylatywała drugim, nie zostawiając żadnego śladu. Coraz częściej zauważałem zżeranie własnego ogona i miałkość, która rzewnym plumkaniem na klawiszach i gitarach, próbowała sztucznie wywołać jakiekolwiek emocje. Właśnie dlatego miałem olbrzymiego pietra przed słuchaniem nowej płyty Discipline.

Discipline działa wprawdzie od lat 80, ale udało im się wydać jedynie dwie (już trzy) płyty. W 1997 wyszło Unfolded Like Staircase, które nie zdobyło należytego rozgłosu, za to do dziś figuruje w czołówkach zestawień na ProgArchives i jest jedną z najlepszych płyt progresywnych, jakie dane mi było poznać. Do dziś słucham jej z przyjemnością, a kiedy już wpadnie w obroty, to nieprędko opuszcza odtwarzacz. Tak na prawdę, to nie jestem w stanie wskazać „tego czegoś”, co powoduje, że akurat ta płyta tak bardzo mi się spodobała. Nie ma tu szaleństw, wirtuozerii, idealnej produkcji. Ale jest klimat i melodie, które wwiercają się w głowę i nie chcą z niej zniknąć. Ich muzyka dużo zawdzięcza kapelom takim jak Van Der Graaf Generator, jest tu ten sam mrok (w takim stężeniu, w jakim mrok może występować w neoprogu). Po wydaniu Unfolded Like Staircase, Discipline rozpadło się i słuch o nich zaginął na 11 lat. Wokalista grupy, Matthew Parmenter wydał dwie średnie płyty solo, na których, podobnie jak Peter Hammill w swojej karierze solowej, zawarł muzykę o wiele spokojniejszą, ale zupełnie pozbawioną tej iskry, która ożywiała płyty Discipline.

Zupełnie niespodziewanie, w 2008 roku, na majspejsowym profilu grupy, pojawił się prawie 30 minutowy klip Rogue i Discipline zarządziło ponownie. Pamiętam, że potrafiłem włączać go raz za razem tylko po to by usłyszeć ponownie kilka fragmentów, które wbiły mi się w głowę. Potrzeba było kolejnych 3 lat, aby światło dzienne ujrzał kolejny długogrający krążek grupy, a kiedy już się ukazuje, ja akurat mam zupełnie inne klimaty. Szlag.

Nie będę przedłużać – to nie jest płyta kalibru Unfolded Like Staircase. Słychać, że utwory powstawały w różnych okresach (pojawił się nawet When the Walls are Down, który powstał w okolicach poprzedniej płyty, a pojawił się na koncertowym DVD). To wszystko i tak przestaje być ważne, kiedy rozlegają się pierwsze dźwięki Rogue w wersji studyjnej – ten utwór dalej potrafi rozłożyć mnie na łopatki. Potrafi mnie ruszyć lepiej niż dziesiątki innych płyt tego skostniałego gatunku.

Szkoda tylko, że panowie zdjęli klip do wersji z 2008 roku, bo byłaby to idealna wstawka do tego wpisu. Nie pozostaje mi nic innego jak odesłać każdego, kto lubi rocka progresywnego na Bandcamp, gdzie można posłuchać sobie pierwszego utworu z nowej płyty (jak również kupić całość za 10 zielonych). Pozostałym polecam spróbować, bo Discipline to zajebiście solidny kawał dobrej muzyki.

 

 

50

10 Paźdź

lat to piękny wiek ale, że solenizant jest twardy i o urodzinach nie opowiada, to zacytujemy o narodzinach. Też piękne:

Like Minniver Cheevy, he had been born too late — exactly thirty-six hours too late for the physical well-being of his mother, a gentle, ailing woman who, after a full day and a half’s agony in the rigors of childbirth, was depleted of all resolve to pursue further the argument over the new child’s name. In the hospital corridor, her husband moved ahead with the unsmiling determination of someone who knew what he was about. Major Major’s father was a towering, gaunt man in heavy shoes and a black woolen suit. He filled out the birth certificate without faltering, betraying no emotion at all as he handed the completed form to the floor nurse. The nurse took it from him without comment and padded out of sight. He watched her go, wondering what she had on underneath.

Back in the ward, he found his wife lying vanquished beneath the blankets like a desiccated old vegetable, wrinkled, dry and white, her enfeebled tissues absolutely still. Her bed was at the very end of the ward, near a cracked window thickened with grime. Rain splashed from a moiling sky and the day was dreary and cold. In other parts of the hospital chalky people with aged, blue lips were dying on time. The man stood erect beside the bed and gazed down at the woman a long time.

„I have named the boy Caleb,” he announced to her finally in a soft voice. „In accordance with your wishes.” The woman made no answer, and slowly the man smiled. He had planned it all perfectly, for his wife was asleep and would never know that he had lied to her as she lay on her sickbed in the poor ward of the county hospital.

Wszystkiego najlepszego