Lecimy w kulki

18 Wrz

Ponoć pierwszym krokiem do wyjścia z uzależnienia, jest przyznanie się przed samym sobą, że jestem uzależniony. Jako, że ten etap mam już za sobą, to jak inaczej zwalczyć nowy nałóg, jak nie za pomocą jakiegoś starszego?

Jeden z elementów salonów z automatami (RIP), który utkwił mi na dobre w pamięci, były dostojne maszyny, zwane potocznie fliperami. Charakteryzowały się tym, że w przeciwieństwie do nowszych automatów arcadowych, miały dużo mechanicznych elementów, robiły ping i bling, oraz stały zwykle zapomniane w kącie, bo starsi bywalcy woleli odstawiać hujale w Punisherze i fatality w Mortalu. No i były piękne, a w każdym bądź razie ja się zakochałem. Oczywiście stół stołowi nierówny – zdarzały się buble – ale generalnie, stół pinballowy zgniatał pierwszego lepszego nowicjusza, który z powodu tłoku przy pozostałych automatach wrzucał z nudów monetę i bawił się przez chwilę trzema stalowymi kulkami. Za to wystarczyło poświęcić kilka żetonów, przyjrzeć się przez czas jakiś grze osiedlowych wymiataczy, żeby wiedzieć, które rampy, w jakiej kolejności i z jakimi bonusami odpalać, by zabłysnąć przed pozostałymi wagarowiczami i zyskać rispekt na dzielni.

Jednym z moich marzeń, było wówczas posiadanie na własność takiego flipera. Najlepiej genialnego stołu Twilight Zone, wyprodukowanego przez Midway/Bally (to dzięki nim cała masa licencji filmowych i serialowych, została przetłumaczona na odbijanie metalowych kuleczek).

Oczywiście stołu nigdy nie kupiłem, ale w Twilight Zone i wiele innych pinballi nagrałem się w domowym zaciszu, dzięki emulatorowi Visual Pinball. Nie jest to na pewno to samo co prawdziwy stół, ale w mojej okolicy dawno już nie ma salonów z automatami, a w knajpach królują zupełnie inne automaty, które nie dość, że w ogóle mnie nie kręcą, to jeszcze wkurwiają podczas spożywania posiłków.

Oczywiście próbowałem też wielu stołów, które natywnie pokazywały się na domowych sprzętach do grania – od telewizyjnych fliperów na Pegasusa, przez Pinball Dreams na Amidze, aż po niesławnego pinballa dołączanego do XPka, który odstraszał koszmarną grafiką. Była też seria symulatorów pinballi wydawana przez Empire Interactive (RIP) – ProPinball. To one, a przede wszystkim drugi z czterech wydanych, były powodem domowych spędów i współzawodnictwa z każdym, kto chciał choć chwilę spędzić przy domowym pececie.

Timeshock jest piękny, pod każdym względem – to stół, który ilością możliwych bonusów i detali przewyższa nawet Twilight Zone. Wszystko jest idealnie zrównoważone – prędkość kulki, nachylenie stołu czy to, jak stół się zachowuje podczas „miłosnego” pchnięcia. Są minigry, ballsave’y, multiballe, rampy – wszystko jest na swoim miejscu. Nawet przepiękne stoły Zen Pinball z PS3 nie są godne wymienić w nim wirtualnej gumki w bumperze. To była gra, która po kilku dniach grania wywołała w bardzo niewyspanym człowieczku stwierdzenie: to mi wystarczy. Nie muszę mieć prawdziwego stołu.  Jestem w niebie.

Wczoraj w nocy, próbując powstrzymać się przed kolejną partią Tichu, zacząłem przeglądać AppStore i trafiłem na Slayer Pinball. Niby fajne, ale flippery jakieś zbyt długie, mało bonusów i ramp – godzinkę można się pobawić, ale zostawia po sobie niedosyt. Więc odkurzyłem pudełko z płytami i wyciągnąłem Timeshocka. Działa. Wróciłem. Missed me?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: