Dźwiękowy wirus

20 Mar

Zaczyna się, jak zwykle – niewinnie. Gdzieś w tle coś brzęczy. Chyba żona słucha. Wiem, że powinienem też usiąść i wsłuchać się, ale akurat nie mam czasu. Potem nie mam do tego głowy. Nie, nie, nie – teraz potrzebuję czegoś innego. Spokojniejszego, może bardziej monotonnego. Ale dźwięki wracają. Posłucham później. Podczas porannej jazdy do pracy przeszkadza mi trochę muzyka, bo po głowie krąży jakiś motyw. Jeszcze nie potrafię sprecyzować dokładnie o co chodzi, ale z ust samoistnie wyskakuje tarataratatararariram i potem, eee, nie pamiętam. Nic to, trzeba będzie jednak posłuchać.

Włączam wieczorem i słuchając, skaczę po stronach, czytam to i tamto. Tracę wątek. Dźwięki przechodzą w brzęczące tło. Następny dzień w samochodzie znów wkurwia – wyłączam muzykę i dojeżdżam do pracy przy akompaniamencie terkotu silnika. Kolejnego dnia, płyta trafia do samochodowego odtwarzacza. W trakcie godzinnej jazdy mam w końcu możliwość wsłuchania się w muzykę. Kiedy wracam do domu, jestem już zarażony. Pamiętam już te najbardziej wirusowe melodie – trzeba się do nich przebijać przez kilkuminutowe utwory, łapiąc przy okazji całą masę kolejnych zarazków, które gnieżdżą się, gdzieś na granicy podświadomości, po to by robić totalną mózgową rozpierduchę, kiedy dźwięki-klucze aktywują ładunki wybuchowe w ośrodkach nerwowych odpowiedzialnych za abstrakcyjne przyjemności.

Znów się udało – Beardfish ponownie nagrał płytę, która udaje niewiniątko. Nie powala chwytliwymi refrenami, nie łapie za serce nadmuchanym patosem. Ta płyta nie jest groźna w małych dawkach – ale przy dłuższym obcowaniu, oprócz spełnienia obietnicy odlotu, którego migawki dostrzegamy przy pierwszych odsłuchach, pokazuje też finezję, pozornie zwykłych melodyjek, które prowadzą do ostatecznego rozwiązania. To, co wydawało się być haczykiem, na który złowili nas muzycy, okazuje się być ostatecznym coup de grâce – haczyk połknęliśmy dużo wcześniej, nawet o tym nie wiedząc.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: