Archiwum | Luty, 2011

Flashback to the future

26 Lu

Jeżeli gra, już w stadium zapowiedzi, robi tak dobrze w oczy pikselami, to jaki będzie efekt końcowy?

Reklamy

Dlaczego nowy Fallout jest dobry

26 Lu

…ponieważ to gra, która potrafi zrobić mi mindfuck.

Zwykle tego typu gry zaczynam „dobrą” postacią – „dobrą” na miarę falloutowych czasów – o ile nie umiem się dogadać, zabijam tych złych, ratuję tych dobrych, przy okazji przejawiam skłonności kleptomana kradnąc od wszystkich jak popadnie. Dostaję zadanie, aby sprawdzić co dzieje się w jednym z małych miasteczek w okolicach New Vegas, więc ruszam w drogę. Zbliżając się do celu, pierwsze co rzuca się w oczy, to dym i płomienie, a wita nas koleś gadający od rzeczy o wygranej loterii, o tym, jak rześkie jest powietrze. Następnie zaczyna biec. Kurwa. pięć sekund na zastanowienie. Kurwa. To piroman jakiś. Zaraz, kiedy odkryję, jakich przestępstw dokonał, będę go musiał tropić, a teraz mam go jak na dłoni. Pięć sekund na zastanowienie. Kurwa. Wyciągam karabin snajperski, przymierzam, strzelam. Po wszystkim. Mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku.

Teraz mogę wejść do miasteczka i dowiedzieć się o bandzie, która zwabiła wszystkich mieszkańców do jednego budynku i zorganizowała loterię. Ci, którzy wygrali – przeżyli, ale musieli obserwować, jak reszta mieszkańców była maltretowana, palona żywcem i krzyżowana. Tak – strzeżcie się dobrych ludzi.

 

 

Luty z Ghibli – małe podsumowanie

20 Lu

Luty mija jeszcze pod znakiem animacji Ghibli. Wieczorne oglądanie dawało w kość rano, przy budzeniu dziewczyn do przedszkola, przynajmniej dopóki nie okazało się, że puszczane wieczorem filmy mają powtórki na następny dzień, w okolicach 16. Tymczasem, szanowna komisja do spraw fajowości bajek, w składzie Iga (6) i Ewa (4) orzeka co następuje:

Najlepsze bajki, w kolejności od najulubieńszej:

Wyróżnienia dla ulubionych postaci (kolejność wymieniania zachowana): Totoro, demon ognia, Wiedźma z Pustkowi (razem z psem),  szopy, Kiki.

Jury pomocnicze tetryków ubolewa, że na liście nie znalazł się Bóg bez twarzy ze Spirited Away. Z filmów widzianych po raz pierwszy, chciałoby wyróżnić Szopy w natarciu i występujących tam Mistrzów transformacji.

Notka na przyszłość: uczulić komisję, że nie każde dziecko widziało wszystkie bajki i proponowanie, aby ktoś był „starą wiedźmą z psem” nie zawsze spotka się z aprobatą rówieśników.

 

 

 

 

 

Granie w kulki

19 Lu

Mija już trzeci miesiąc od kiedy zacząłem używać iPoda. To, że służy mi do słuchania audiobooków, czytelnicy tego bloga wiedzą dość dobrze. Innym zastosowaniem jest planowanie sobie dnia: różne sprytne aplikacje ciągną dane z laptopa, przypominając mi o Bardzo Ważnych rzeczach, które mogę następnie jednym przeciągnięciem palca przerzucić na dzień kolejny, albo na za tydzień. Albo na za miesiąc. W ten sposób, drogie dzieci, powstaje czas wolny, który można wykorzystać na granie. Gier jest multum, są takie na 5 minut w świątyni dumania, są też takie na długie godziny w świątyni dumania. Ostatnio, dzięki wzmiance w internecie, trafiłem z dwuletnim opóźnieniem na I Love Katamari.

Nie każdy będzie wiedział o co chodzi, więc wyjaśniam:

Król Całego Kosmosu (na obrazku) urżnął się na jakiejś imprezie i w amoku zrzucił z nieba wszystkie gwiazdy. Jego miniaturowy synek otrzymuje katamari, po czym trafia na ziemię, aby naprawić błąd ojca. Katamari to kulka, która przylepia do siebie wszystko na co zostanie wtoczona, a co ma odpowiedni rozmiar i wagę. Naszym zadaniem jest toczenie katamari w różnych miejscach (takich jak rezydencja, ulica, miasto, wyspa itp.) i lepienie wszystkiego na co się natkniemy, aby zwiększyć kulkę, co pozwoli na dolepianie jeszcze większych przedmiotów. Tutaj na przykład zaczynamy od metrowej kulki, a na koniec, Katamari ma średnicę około 300 metrów (wideo z Katamari Damacy na PS2):

Wersja na iOs nie ma może tak rozległych poziomów jak części z dużych konsol, ale rozgrywka pozostaje bez zmian. Całe szczęście ominęły mnie początkowe problemy ze sterowaniem – po dwóch latach od premiery zlizałem śmietankę, grając w poprawioną wersję, która grywalnością i wszechobecną psychodelią nie ustępuje oryginałowi.

Przypomniałem sobie też przy okazji, że nie toczyłem jeszcze Katamari na PS3 – błąd, który będzie trzeba w najbliższym czasie naprawić.

Byle do wiosny

18 Lu

Ciężko jest zmobilizować się do czegokolwiek, kiedy pogoda robi wszystko, żeby wbić nas w łóżka. Szlag mnie trafia, jak pomyślę, ile wolnego czasu przespałem w tym roku – ostatnio nawet zdarzało mi się przysypiać w godzinę po zaśnięciu dziewczyn, co jak wiadomo, jest w przypadku tatuśków równoważne z położeniem się spać o dziewiątej rano. Noż kurwać, nawet nie skończyłem czytać piątego tomu Felixa Castora (lektura na jeden dzień), nie oglądałem prawie nic, za wyjątkiem animacji studia Ghibli, które TVP Kultura podsuwa mi pod nos, ledwie przebrnąłem przez zaległe Hellblazery (to co Milligan nawyprawiał w życiu Johna Constantine, to temat na osobną notkę). Po prostu żałość mnie ogarnia, kiedy pomyślę, ilu rzeczy nie zrobiłem w ciągu ostatniego miesiąca.

Na szczęście już czuć nadchodzącą wiosnę. Trzeba powiedzieć stanowcze „wypierdalaj” zimie, senności i humorzastym dniom. Można się, na te ostatnie dni zimy, gdzieś zaszyć – na przykład w okolicach słonecznego New Vegas (Proszę nie zwracać uwagi na radioaktywną poświatę), które pokazuje, że można zrobić jeszcze zajebiście dobrego Fallouta. A już niedługo pierwsze jaskółki przyniosą nam nowe Beardfish (muszę im w końcu postawić ołtarzyk), które skopie dupy ludziom, których dupy mają tendencję do bycia skopanymi przez taką muzykę:

Budzenie fantazji

10 Lu

Dzisiejsze plany były bardzo proste: poćwiczyć pstrykanie w Carrom i napisać szybką notkę z zaproszeniem na pewną imprezę. Zapomniałem tylko, że w TVP Kultura, luty należy do animacji studia Ghibli, a ja (wstyd to przyznać) widziałem dwa z dwunastu emitowanych filmów. Jako, że od ostatniego turnieju  Carroma (rok temu), rozegrane przeze mnie mecze można policzyć na palcach kończyn górnych, znaczy się: i tak dostanę straszny wpierdol i wog’le mi nie zależy, więc już od kilku tygodni traktuję wyjazd tylko (aż) towarzysko. Używając tej pięknej wymówki, rozsiadłem się w fotelu, aby obejrzeć Laputę – Podniebny Zamek, a obok mnie rozsiadły się moje córki.

To fantastyczne uczucie, obserwować tę iskrę w małych oczkach i szeroko otwarte paszcze, podczas oglądania latających statków, księżniczek, piratów i opuszczonych, latających miast, u dziecka odchowanego na bajkach z Mini Mini i kilku Disneyach. Tak musiał wyglądać mały Łukaszek, oglądając po raz pierwszy Gandahar, chociaż to zupełnie inne czasy i zupełnie inna bajka. Ciekaw jestem, o co mnie jutro dziewczyny spytają, bo niestety, z uwagi na wczesne wstawanie, nie miały możliwości obejrzenia filmu do końca (i było tupanie, płacz i zgrzytanie zębami). Już muszę zacząć szykować odpowiedzi.

A was, drodzy czytelnicy, zgodnie z planem, zaproszę na imprezę. W najbliższy weekend odbywa się trzecia edycja Brzeskiego Festiwalu Gier Planszowych – to świetna impreza: są gry, jest miejsce i ludzie chętni do wspólnego grania. Nieważne, czy macie olbrzymie doświadczenie, czy też jedyną, znaną wam grą jest chińczyk i monopol – każdy znajdzie tu dla siebie miejsce i ciekawy sposób na spędzenie weekendu, a wszystkich jaszczurów, zapraszam (wyzywam) w niedzielę osobiście, na zmagania, w celu zdominowania ziemi 90k lat p.n.e.