Pełnia księżyca

19 Sty

Planszowe przygodówki to niewdzięczny temat – przynajmniej dla mnie. Może jest to spowodowane moim zwichnięciem w stronę horroru i tym, że większość gier przygodowych, których próbowałem, obracała się w jakiś sposób w tematyce grozy. No a jak tu straszyć na planszy? Ciężko – rozmowy podczas grania w planszówki są luźne, a nie wyobrażam sobie też śmiertelnie poważnych graczy podczas pieczętowania kolejnych bram w Arkham Horror, czy przeszukiwania kwadracików w Last Night on Earth. Nieprzypadkowo zresztą wspominam o powyższych grach, bo stanowią one pewien standard wymieniany jednym tchem, kiedy ktoś spyta planszówkowca o gry przygodowe. To co mi w nich nie pasuje, to nuda. Arkham Horror gra się sam – prawie zawsze jesteśmy zmuszeni robić to, czego wymaga od nas sytuacja na planszy, a kolejne rzuty kostkami, aby przetestować to, czy tamto potrafią znużyć, szczególnie podczas kilkugodzinnej partii.

Za to jakiś czas temu, trafiłem na przygodówkę, która pomimo, że nawet nie stara się straszyć, operuje jednak tematyką grozy i bazując na stereotypach, dostarcza mi fantastycznej rozrywki. Ta gra, to Luna Llena, znana też pod bardziej swojsko brzmiącą nazwą jako Full Moon. Nie ma tu zombie – są wilkołaki. Nie ma poczucia zbliżającego się szaleństwa – jest żonglerka stereotypami i archetypami wyciągniętymi żywcem z horrorów klasy B, a prawie wszystko jest osiągnięte za pomocą dobrze dobranej mechaniki (choć nie jest ona pozbawiona wad) i oprawy graficznej.

Grupka studentów zapuszcza się do owianego złą sławą lasu Aguirre. Tam rozbijają obóz i po wieczornej imprezie rozchodzą się do swoich namiotów. Nad ranem okazuje się, że jeden z namiotów został zniszczony, a dwójka nierozważnych wycieczkowiczów, która w nim mieszkała, zniknęła. Niestety, razem z nieszczęśnikami, stracono też jedyną, kupioną kilka dni przed wycieczką, mapę lasu, bez której nikt nie będzie w stanie odnaleźć drogi powrotnej. Pozostałym studentom nie pozostaje nic innego, jak podążyć śladem pozostawionym przez porywaczy i odnaleźć towarzyszy i mapę.

Jak łatwo się domyślić, porywacze, to rodzinka wilkołaków, która poszukuje nowej krwi do stada i nie chce, aby ktokolwiek, kto nie został zarażony, uciekł z lasu i opowiedział o tym co się tam dzieje. Do zmroku, wilkołaki będą się starały nadwyrężyć zdrowie i opanowanie studentów i zapobiec odnalezieniu ich leża, w którym przetrzymują porwaną parę. Czekają na zmrok – a kiedy blask księżyca w pełni, dotknie czubków drzew, wilki zrzucą skórę owcy i rozpocznie się prawdziwe polowanie.

Całość oprawy, utrzymana w komiksowej stylistyce, nie stara się nawet straszyć graczy – stanowi za to zajebiste odwołanie do stereotypów znanych z horrorów (i to nie tylko tych, o wilkołakach). Sama grafika przywołuje skojarzenia z postaciami znanymi doskonale z filmów, książek i komiksów; wśród studentów natychmiast dostrzeżemy klasowego osiłka, kujonkę, outsidera etc. Najpiękniejsze jest to, że gracze praktycznie od razu podłapują odpowiedni sposób mówienia i komentowania sytuacji na planszy, w zależności od postaci, którą kontrolują. To niezłe osiągnięcie, pamiętając o tym, że gra, dla wywołania odpowiedniej atmosfery, operuje praktycznie tylko grafiką.

Zdjęcie z serwisu BoardGameGeek

Oczywiście gra nie jest pozbawiona wad, ale nie jest to nic, czego nie dałoby się załatwić drobnymi poprawkami tu i ówdzie. Całość na pewno nie nuży – jak dla mnie to jedna z najlepszych przygodowych planszówek, w jakie miałem okazję grać.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: