They’re coming for you Barbara!

24 List

Właśnie siedzę sobie w podziemiach Andaluzji, w Piekarach Śl. i czekam na żonę, która w tym momencie właśnie powinna oglądać koncert Wishbone Ash. O ile zombie nie zjedzą jej mózgu, o godzinie 23 będziemy wracać. Na Blipie pustki, więc jestem zmuszony do innego sposobu bezproduktywnego spędzenia czasu (połączenie internetowe z Orżnącia jest tu tak wolne, że przeglądanie kontentu raczej nie wchodzi w rachubę).

Gdybym miał wskazać utwór tej grupy, który chciałbym usłyszeć na żywo, to na pewno byłaby rzewna Persephone (zresztą właśnie dostałem cynk, że już grali). Tylko pozostaje pytanie czy Wishbone Ash są jeszcze żywi? Na pewno byli w latach ’70.

Czy ja pisałem przed chwilką o zombie? Tak, tak właśnie mi się wydawało. No więc może coś szerzej? Czemu nie, tym bardziej, że jestem w miarę świeżo po obejrzeniu trzech odcinków The Walking Dead, będącego adaptacją komiksu o tej samej nazwie. Właściwie ekranizacją, bo wszystko jest dość wiernie przeniesione z komiksowych plansz, a przynajmniej jatotakpamiętam™. W dalszej części tekstu mogę trochę spoilerować, więc osoby które nie czytały, ani nie oglądały mogą iść sobie poczytać co innego.

Wrażenia po obytrzech odcinkach mam raczej pozytywne. Z początku miałem ochotę ponarzekać na niektórych aktorów, ale ostatecznie stwierdzam, że zostali dość dobrze dobrani do swoich ról. Zombie są fajnie zrobione i występują w odpowiednich ilościach. Inaczej mówiąc – na pewno nie odmówię sobie kolejnych odcinków. Tylko…

Właśnie, jeśli akcja serialu będzie biegła tak samo jak w komiksie, to w pewnym momencie, podobnie jak z wersją obrazkową, dam sobie spokój. To, co zmęczyło mnie w komiksie, to straszna powtarzalność schematu który przewijał się przez całość. Skończyłem czytać kawałek po więzieniu, no bo ileż można o tym, że jest źle, bo zombie, bo niebezpiecznie, bo jedzenie, bo ktoś mota, a potem jest dobrze, znajdują kryjówkę, znajdują żarcie i leki. Potem znów się pieprzy: ktoś ginie, uciekają, i za chwilę jest źle… Nawet po takim trzęsieniu ziemi, jakie autor zafundował nam w więzieniu, nie miałem ochoty czytać dalej.

Może dlatego, że bajki o zombie, to przede wszystkim jednak bajki o ludziach i ich zachowaniach podczas ekstremalnie niesprzyjających warunków, a zachowania bohaterów The Walking Dead stają się w pewnym momencie do bólu przewidywalne. Może to nie autor jest winny, a konwencja serii, którą sobie narzucił. Wydaje mi się, że totalna katastrofa, albo większe zwycięstwo, a następnie cięcie, byłyby dla serii lepsze, niż wydłużanie w nieskończoność jednej historii.

Reasumując; serial pooglądam, choć pewnie nie do końca, a na pierwszym miejscu mojego własnego rankingu filmów o zombie, pozostanie genialny 28 Dni Później, w którego centralnym punkcie pozostają ludzie i ich historie; Opowiedziane po chichu, momentami jedynie obrazem i muzyką, ale potrafiące solidnie zryć mózg widza.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: